Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
218 postów 574 komentarze

Boska Wola

Boska Wola - konie achałtekińskie, historia, cywilizacja, społeczeństwo

Ta okropna nowoczesność

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

W "nowoczesności" nie ma NIC racjonalnego, rozumnego, naukowego.

Wiele razy walczyłem tutaj z niczym nieuzasadnionym mniemaniem, jakoby ludzie przejawiali jakieś "pragnienie wolności". Nie chcę teraz do tego problemu wracać. Na potrzeby poniższych rozważań przyjmijmy, że ludzie pragną przede wszystkim najeść się, napić, zabawić się, zyskać sławę, uznanie, możliwość wpływania na zachowanie innych i dostęp do pięknych i szybkich ciał. 

Czasem, niektórzy, dość wyjątkowi, odczuwają też przemożną potrzebę tworzenia. Czegoś. Czegokolwiek. Najlepszej pieczeni wołowej lub najlepszej drożdżówki w okolicy. Ładu i porządku w stajni. Idealnej harmonii barw lub dźwięków. Nowej, lepszej rzeczywistości dla całego świata. Niepotrzebne skreślić...



 

"Pragnienie wolności" dlatego nie mieści się  w tym katologu, bo to wartość czysto negatywna. Może się pojawić "na agendzie" jeśli ktoś lub coś przeszkadza w zaspokajaniu innych - rzeczwiście odczuwanych, aktualnych, palących potrzeb. 

Dopóki nic i nikt w zaspokajaniu potrzeb człowiekowi w sposób jawny i oczywisty nie przeszkadza - po cóż i dlaczego miałby on przejawiać jakieś "pragnienie wolności"..? 

Jest rzecz dość oczywistą, że jeśli zamknie się kogoś bez jedzenia i picia, to póki starczy mu sił będzie próbował się z zamknięcia wydostać, będzie krzyczał, wzywał pomocy, bodaj - przeklinał swojego prześladowcę w bezsilnej złości. 

O tym, co się dzieje, gdy młodych ludzi wbrew ich woli pozbawić seksu opowiada niejedna anegdota. Włącznie z moją ulubioną o tym, jak to władze kościelne odkryły tunel łączący pewien klasztor męski z pewnym klasztorem żeńskim. Wnikliwie badania dowiodły, że od strony klasztoru męskiego wydrążono 10 metrów tunelu - a od strony klasztoru żeńskiego: 990...


 

Problem polega na tym, że ludzie są różni. Potrzeby każdy ma własne i choć wiele się mówi o "zglajszlachtowaniu" ludzkości w "epoce mas" - naprawdę trudno byłoby, nawet wśród jednojajowych bliźniąt, znaleźć taką parę ludzi, których potrzeby i preferencje są idealnie identyczne... Skądinąd: czyż nie dlatego właśnie pary się rozpadają, a małżeństwa rozwodzą..? 

Bardzo rzadko na liście potrzeb i preferencji wysoką pozycję zajmuje potrzeba przeżywania przygód, ponoszenia odpowiedzialności za własne czyny,  borykania się z losem, znoszenia jego przeciwności. Wręcz przeciwnie! Choć, zapewne, gdyby takie marzenie się rzeczywiście spełniło, większość z nas szybko by się taką łatwizną znudziła i cierpiała, szukając nowej podniety - to jednak mało kto zapytany, czy nie chciałby odnieść sukcesu łatwo i bez wysiłku odpowie: nie stary, nie lubię kremówek... Ups! To nie z tego filmu... 

Jest to tym częstsze, że tak naprawdę potrzeby ludzkie, choć bardzo różne, nie są też na ogół przesadnie wygórowane. Ich miara jest względna, a nie bezwzględna. W czasach, gdy nikt nie posiadał samochodu (albo posiadali go nieliczni ekscentrycy...) trudno byłoby w badaniu ankietowym ustalić, jaka jest najbardziej pożądana marka takiego pojazdu! Dopiero w momencie, gdy w Polsce jest więcej samochodów niż gospodarstw domowych - ten, kto wcale takowego pojazdu nie posiada cierpi (choćby zżerany zawiścią, jeśli nie rzeczywistym brakiem...), a kto ma gorszy od sąsiada, czuje wstyd i złość.


 

Przejście od "przednowoczesności" do "nowoczesności" (gadki o rzekomo nam obecnie panującej "ponowoczesności" zostawmy nielotnym, ale bezwzględnym sukom w rodzaju tej, o której wspominałem parę dni temu...) wiązało się z dość gwałtowną zmianą w zakresie ludzkich potrzeb i oczekiwań. 

W czasach "przednowoczesnych" ludzkie potrzeby były statyczne. Jeśli nawet zmieniały się, to tak powoli, że raczej mało kto był w stanie tę zmianę zauważyć.

Czasy "przednowoczesne" charakteryzują się przy tym również i tym, że ludzie, mając relatywnie niezmienne i bardzo (z naszego dzisiejszego punktu widzenia) ograniczone aspieracje, bardzo dobrze radzili sobie z zawiścią. O zawiści będę osobno pisał, bo jest to temat o którym medytuję od dłuższego czasu - a to dzięki koledze Iuliusowi, którego dzieło translatorskie przeczytałem. 

W każdym razie - i cóż z tego, że mało kto był w stanie odchować więcej niż połowę spłodzonych przez siebie dzieci, cóż z tego, że większość ludzkości stale niedojadała, lub też spożywała pokarm o niedostatecznej wartości odżywczej, cóż z tego, że rynsztoki śmierdziały, a podróż poza granice własnej wsi była prawdziwą udręką..?

Nieliczni, którzy mieli choć trochę lepiej, byli zwykle poza zasięgiem zawiści pospolitych ludzi - bo czyż zwykły chłop mógł śnić, że będzie kiedyś rycerzem, biskupem czy królem..? 

Nie mógł. A skoro nie mógł - to i nie miał czego rycerzom, biskupom czy królom zazdrościć... 

Przy tym, jeśli popadł w kłopoty, jeśli źle mu się wiodło: krowa padła, grad zboże wytłukł, obce wojska żonę wychędożywszy wszystkie zapasy wyjadły - zwykle był ktoś "wyżej postawiony", kto winien się tą biedą zająć. Czasem praktycznie i materialnie (krowę nową kupując, czy ziarno na siew). A czasem tylko duchowo (odprawiając rytuały, po których żona znowu była świeża i mało używana...).


 

"Nowoczesność" natomiast, to czas zmiany, dynamizmu, nieograniczonych możliwości - i, w konsekwencji: niczym nieograniczonego cierpienia..! Reklama czy serial telewizyjny mówią chłopcu, czy dziewczynce z małej, popegeerowskiej wsi: i ty możesz zostać milionerem, i ty możesz żyć jak bohaterowie "Dynastii" (czy co tam teraz w pudle leci..). 

Oczywiście, w praktyce, choć WSZYSCY żyją lepiej niż dawniej rycerze, biskupi czy królowie - to tylko nielicznym udaje się aż tak, by mogli stać się przedmiotem ogólnej zawiści. Pod tym względem, aż tak wiele się pomiędzy epokami nie zmieniło..! 

Ludzkie potrzeby i aspiracje wzrosły niepomiernie bardziej, niż realne możliwości ich zaspokojenia. 

"Nowoczesność" jest naprawdę okropna! Obiecuje rzecz, która jest z definicji niemożliwa do spełnienia. Niezależnie bowiem od tego, jak dobrze się nam wszystkim wiedzie w skali bezwzględnej - nie jest możliwym, aby wszystkim tak samo dobrze wiodło się względnie, w odniesieniu do "przeciętnej", "średniej", czy "ogółu". 

Cóż z tego, że żyjemy lepiej niż dawni rycerze, biskupi czy królowie - gdy, na nieszczęście i ból powszechny - żyją tak właściwie wszyscy i nie jest to żaden powód do dumy..? Ci nieliczni zaś, którzy żyją naprawdę lepiej - są tak samo poza zasięgiem zwykłego śmiertelnika, jak poza zasięgiem chłopa byli dawni rycerze, biskupi czy królowie..? 

Postęp w zakresie materialnego dobrobytu od ponad 200 lat wiąże się ze stale rosnącym cierpieniem duchowym. W dodatku nowoczesność, oferując materialny dobrobyt i duchowe cierpienie wynikłe z rozbuchanej do granic możliwości, a niemożliwej do spacyfikowania zawiści (skoro każdy może przebyć drogę "od pucybuta do milionera", to żadna "wola Boża", żadne "prawo krwi", żadna "wyższość urodzenia" nie broni już tych, którym powodzi się lepiej przed zazdrością anonimowego tłumu...), stawia jednocześnie przed człowiekiem znacznie większe wymagania jak chodzi o życiową zaradność.



 

Przynajmniej - STAWIAŁA. Do czasu, póki "człowiek nowoczesny", nie znalazł sobie w miejsce rycerzy, biskupów czy królów, nowego patrona i opiekuna, który ma się nad jego padłą krową, przeżartymi zapasami, czy wychędożoną żoną pochylać - wszechpotężnego gosudarstwa

Jak to mawiają: zamienił stryjek siekierkę na kijek. W "nowoczesności" nie ma NIC racjonalnego, rozumnego, naukowego. Nie na tym polega różnica między "epoką przednowoczesną", a "epoką nowoczesną", że - jak to sobie Kant roił u progu tej zmiany - dawniej ludzie byli dziećmi, a teraz dorośli. Nic z tych rzeczy! 

Cała różnica między "epoką przednowoczesną", a "epoką nowoczesną" sprowadza się do tego, że dawniej ludzie mieli ograniczone aspiracje (i w związku z tym łatwo było uczynić ich szczęśliwymi!) - podczas gdy obecnie nie stawiają swoim potrzebom żadnych granic (i w związku z tym, żyjąc bezwzględnie o wiele lepiej niż najmożniejsi z możnych dawnych epok - czują się subiektywnie coraz to większymi nędzarzami!). 

Czym to się skończy..? Nie wiem. Ale już prawie 100 lat temu spora część ludzkości zbuntowała się przeciw "nowoczesności", uciekając w utopie - komunistyczną, narodowo - socjalistyczną, socjal - demokratyczną. Utopie, jak to utopie - z definicji nie mają szans na ziszczenie (bynajmniej: w takiej formie i z takimi skutkami, jakich oczekiwali ich teoretycy...). Ale cierpienie na które te utopijne pomysły miało być remedium - jest przecież jak najbardziej prawdziwe...

KOMENTARZE

  • @Boska Wola
    Witaj zaginiony!

    Dobrze Cię ponownie widzieć....

    Po pierwsze primo, dajżesz spokój z tą nowoczesnością. Żaden rozumny człowiek jej nie pragnie. Przez te 50 lat wszystko biegnie tak szybko, że cholery można dostać. Zwolnij Panie trochę!

    A po drugie, z tym pragnieniem wolności, to nie wiem. Ja na przykład zawsze nienawidziłem zinstytucjonalizowanego przymusu. Zadne tam panie harcerstwa, ZMSy, ZSP, czy najokropniejsze z tego wszystkieho, wojsko.

    Czy radość z poczucia swobody, to nie pragnienie wolności?


    Serdeczności i Szczęśliwego Nowego Roku!
  • @jazgdyni 10:08:13
    Wcale nie byłem zaginiony. Po prostu - nie chciało mi się niczego wrzucać tutaj, tym bardziej, że pisałem prawie wyłącznie o codziennym życiu i koniach. A nie o polityce, czy temu podobnych drętwych sprawach...

    Też nie lubię militarystów, ani małych, ani dużych. Takowi mogą być irytujący już przez sam tylko fakt, że maszerują z pieśnią na ustach i prężą się w tych swoich mundurkach.

    Tym niemniej - czy to jest aby na pewno prawdziwy problem..? Ostatecznie, co mi przeszkadza, że oni sobie maszerują i prążą się..?

    Problemem może być natomiast gdy okaże się, że człowiek miałby ochotę robić jakieś fajne rzeczy (podróżować z namiotem, bawić się w podchody czy sklejać modele) - a mu nie wolno, bo monopol na to zawłaszczyli sobie mali militaryści...

    Na szczęście - w moich czasach już tak nie było. Stąd istnienia tego rodzaju organizacji nigdy nie odczuwałem jako ograniczenia wolności.

    Pozdrawiam!
  • @Boska Wola 13:43:18
    // nie chce się pisać...//

    Kurcze, ja to widzę i się martwię, bo coraz więcej ludziom jakoś nie chce się pisać (mnie też). Może za mało kaca, bo to jest udowodnione, że na kacu najlepiej się pisze. A'propos, jak tam rodzime Beaujalais Nouveau?
    Wyszło dobre winko? A maluchy co - sprzedane? Czy może macie dużo kiełbasy belgijskiej?

    Mundurowi napawają mnie wstrętem, podobnie jak mrówki, bo tam wszyscy muszą myśleć tak samo i jest sztuczna hierarchia.

    Pzdr
  • @jazgdyni 13:51:14
    TUTAJ nie chciało mi się pisać. Ale u siebie - coś tam dawałem prawie że codziennie.

OSTATNIE POSTY

więcej
  • KLUB DYLETANTÓW

    Pochwała wojny domowej

    Zostałem właśnie na moim ulubionym forum historycznym zaliczony do debili lub prowokatorów. Poszło o to, że wobec widocznej niemożności przekonania którejkolwiek ze stron, zaproponowałem użycie argumentu rozstrzygającego - przemocy. czytaj więcej

  • KLUB DYLETANTÓW

    Bóg, człowiek, wartości

    Ulubioną rozrywką Majów był rodzaj gry w piłkę. Na najwyższym poziomie, mecz kończył się złożeniem jednej z drużyn w ofierze. Dawniej sądzono, że taki los spotykał przegranych. Nowsze badania sugerują, że ginęli... zwycięzcy! czytaj więcej

  • KLUB DYLETANTÓW

    O państwie i takich tam - w punktach

    Pisałem o tym wszystkim wiele razy i - na tyle, na ile rzecz jest w ogóle do ogarnięcia w chaosie mojego bloga głównego - spróbuję podać odnośniki. Rzecz wciąż wydaje się jednak aktualna, spróbuję zwięźle zebrać to razem do kupy. W punktach. czytaj więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

ULUBIENI AUTORZY

  • posty: 224 komentarze: 8272
  • posty: 368 komentarze: 12512
  • posty: 267 komentarze: 9390
  • Iza
    posty: 355 komentarze: 3548