Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
218 postów 574 komentarze

Boska Wola

Boska Wola - konie achałtekińskie, historia, cywilizacja, społeczeństwo

Bóg, człowiek, wartości

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Ulubioną rozrywką Majów był rodzaj gry w piłkę. Na najwyższym poziomie, mecz kończył się złożeniem jednej z drużyn w ofierze. Dawniej sądzono, że taki los spotykał przegranych. Nowsze badania sugerują, że ginęli... zwycięzcy!

stadion piłkarski w Chichen Itza
 
I teraz pytanie do indywidualistów - woluntarystów, którzy od dawna mnie irytują: naprawdę potraficie sobie wyobrazić, że jakiś nieznany nam z imienia prorok - założyciel majańskiej religii pewnego pięknego dnia po prostu sobie wstał i powiedział: no dobra chłopaki, od tej pory nagrodą główną w rozgrywkach ligowych będzie wyrwanie ręką bijącego jeszcze serca, po uprzednim rozcięciu mostka obsydianowym nożem! Bez znieczulenia!
 
Nie to, żebym uważał graczy w piłkę za jakichś tytanów intelektu (niezależnie od tego, którą częścią ciała odbijają ów mroczny przedmiot pożądania...) - ale chyba nawet reprezentacja Polski w piłce kopanej dostrzegłaby pewne minusy tej propozycji - nieprawdaż..?
 
Tymczasem tak naprawdę było. Ludzie latami ćwiczyli do utraty tchu po to, aby finalnie dostąpić zaszczytu bycia ofiarą. Podkreślam ten aspekt, bo ostatecznie to, że ktoś dał się zabić (nawet okrutnie) w walce - można wytłumaczyć chwilową niepoczytalnością, uniesieniem, ekscytacją - czym zresztą chcecie. Ale trwającego przez wiele lat ciężkiego treningu tak się już nie wytłumaczy.
 
Według niektórych socjologów, tego rodzaju poświęcenie wynika z dążenia do zaspokojenia "potrzeby akceptacji". Mam co do tego poważne wątpliwości. Oczywiście, w pewnych przypadkach tak mogło w rzeczy samej być. Człowiek zresztą robi czasem dziwne rzeczy choćby po to, żeby lżej było jego bliskim (a nawet za Stalina, jak się zdaje, rodzinom pośmiertnych "Bohaterów Sowieckowo Sojuza" trochę lżej było... no - czasami..!). Jednak ofiary majańskich rytuałów są dla nas doskonale anonimowe. Jeśli nawet tłum widzów z uwielbieniem powtarzał imiona złożonych w ofierze bohaterów, to musiała to być bardzo chwilowa sława - i ćwiczący się w grze kandydaci na mistrzów musieli o tym wiedzieć. Pomimo znajomości pisma i umiejętności tworzenia bardzo trwałych monumentów, nie podjęli bowiem Majowie najmniejszej próby uwiecznienia ich imion...
 
Poświęcenie majańskich graczy w piłkę to zresztą tylko najbardziej jaskrawy przykład - ze względu na spektakularność czekającego ich końca. Ale "z tej samej parafii" jest też cierpliwa praca anonimowych skrybów, artystów, ogrodników, budowniczych - nie na swoją chwałę, lecz na chwałę Pana budujących te wspaniałe dzieła wczesnego średniowiecza, których tak niewiele do nas dotrwało.
 

Można jeszcze próbować, dość karkołomnego moim zdaniem, tłumaczenia wiarą w przyszłą, pozagrobową nagrodę. Jest to jakiś przyczynek, owszem, czemu nie. Ale całości problemu w żadnym razie nie rozwiązuje. Mamy tu zresztą pod ręką doskonały materiał badawczy: tzw. "islamskich terrorystów". Nader skłonnych do samobójczych ataków. Których wcale liczna grupa kibluje po różnych Guantanamo czy innych Klewkach. Zali naprawdę tacy z nich mistycy, co by tylko o raju i hurysach śnili..? Badań nie robiłem, nie mam do nich przecież dostępu. Z wyrywkowych publikacji, które się tu i ówdzie pojawiają, wnioskuję jednak, że znacznie więcej jest w nich gniewu niż mistycyzmu...
 
Oczywiście, że mam swoją teorię na ten temat. Inaczej bym tego wszystkiego w ogóle nie pisał, nieprawdaż?
 
Przede wszystkim nie sposób traktować "indywidualistycznego woluntaryzmu" inaczej niż jako zgrubnej, mylącej metafory. NIKT spośród żyjących nie jest tak naprawdę "twórcą wartości". Nawet najwięksi rewolucjoniści religijni o których cokolwiek wiemy, nie tworzyli "od nowa", "na surowym korzeniu". Czyż Chrystus nie przyszedł wypełnić Prawo? Nawet, jeśli jego przesłanie okazało się koniec końców rewolucyjne, to przecież cała ta rewolucja sprowadza się do rekombinacjipewnych od dawna istniejących elementów - i to takiej rekombinacji, która tylko niewielkimi szczegółami różniła się od całego szeregu dość podobnych prób podejmowanych w tym samym czasie i miejscu - o których archeologia i badania tekstów dają nam coraz to większą wiedzę.
 
Koran jest po prostu pastiszem dawniejszych tradycji - i jest to widoczne gołym okiem dla każdego, kto spróbuje odczytać zawarte w nim opowieści biblijne.
 
Budda też niczego nowego nie zaproponował - on tylko podjął wysiłek sformułowania nowej metody osiągania celów, które od dawna już w indyjskiej kulturze funkcjonowały. Zapewne to samo dotyczy też Lao Zi (o ile taka postać w ogóle istniała - a nie jest jedynie personifikacją pewnego zbiorowego wysiłku, trwającego przez dłuższy czas).
 
Nigdy nie było gościa, który by wstał i powiedział Majom: no dobra chłopaki, od tej pory nagrodą główną w rozgrywkach ligowych będzie wyrwanie ręką bijącego jeszcze serca, po uprzednim rozcięciu mostka obsydianowym nożem! Bez znieczulenia!
 
Innowacje, rekombinacje, mutacje obyczajów, które koniec końców doprowadziły do budowy takich stadionów jak ten w Chichen Itza i organizacji formalnych zawodów, kończących się złożeniem zwycięskiej drużyny w ofierze, następowały przez tysiąclecia. Drobnymi kroczkami. Ogromna większość ich autorów nie zdawała sobie nawet sprawy,że proponuje "coś nowego" - oni co najwyżej "przypominali", "odświeżali", "przywracali" obyczaj, który im samym wydawał się odwieczny.
 
Teza, iż "Majowie stworzyli swoich bogów" jest w kontekście natury tego procesu absurdalna. Nie! To bogowie uczynili Majów Majami. Sama logika obiektywnego, a więc niezależnego od czyichkolwiek indywidualnych kaprysów procesu kulturowego kształtuje tożsamość ludu, który jest tego procesu podłożem i nosicielem.
 
Owszem - "proces kulturowy" nie ma ciała ani twarzy. Zaprawdę jednak: bardziej jest on realny, bardziej istniejący i bardziej cielesny od ludzi, w których głowach się dzieje. Albowiem jednostki są - do pewnego stopnia - wymienne i przypadkowe. W przeciwieństwie do "procesu kulturowego", który nie jest dowolny, lecz z konieczności wypełnia pewną immanentną logikę. To proces determinuje świadomość i zachowanie jednostek, a nie odwrotnie.
 
Kultury oczywiście są do pewnego stopnia mierzalne i porównywalne: służą temu pola bitew i targowiska (ostatnio także porodówki - ale to osobna sprawa...). Na co dzień jednak, każda tworzy pewną autonomiczną, zamkniętą w sobie całość, w przemożny sposób determinując zachowanie swoich nosicieli.
 
 
Dzisiaj przyznam się Wam do jeszcze jednej słabości. Otóż - ja nie mogę jeść, jeśli mam czapkę na głowie. No nie mogę. Jest to absolutnie niewykonalne. Choćby było -30 stopni, a ja pomykałbym po smaganych lodowatym wichrem ulicach z kebabem w łapie - trudno i darmo: muszę odpiąć kaptur, uszatkę włożyć do kieszeni i ryzykować odmrożenie uszu. Próba przyjmowania pokarmów w czapce na głowie (podobnie zresztą jak np. próba wejścia do kościoła w czapce...) wywołuje tak dotkliwy dyskomfort, że nie mam w tej materii najmniejszego wyboru. To jest właśnie - siła kulturowego przymusu.
 
Ta sama siła napędzała majańskich graczy w piłkę...

KOMENTARZE

  • @autor
    >Próba przyjmowania pokarmów w czapce na głowie (podobnie zresztą jak np. próba wejścia do kościoła w czapce...) wywołuje tak dotkliwy dyskomfort, że nie mam w tej materii najmniejszego wyboru. To jest właśnie - siła kulturowego przymusu.

    Wyjście poza utarty wzorzec postępowania jest trudne, ale nie niemożliwe. Rzucenie palenia, albo wychodzenie z innego uzależnienia, polega właśnie na przełamaniu jednego wzorca i zastąpieniu go innym. Procesy kulturowe determinują świadomość, ale świadomość procesu pozwala go zmieniać. Tu właśnie znajduje się całą nasza wolność.

OSTATNIE POSTY

więcej
  • KLUB DYLETANTÓW

    Pochwała wojny domowej

    Zostałem właśnie na moim ulubionym forum historycznym zaliczony do debili lub prowokatorów. Poszło o to, że wobec widocznej niemożności przekonania którejkolwiek ze stron, zaproponowałem użycie argumentu rozstrzygającego - przemocy. czytaj więcej

  • KLUB DYLETANTÓW

    O państwie i takich tam - w punktach

    Pisałem o tym wszystkim wiele razy i - na tyle, na ile rzecz jest w ogóle do ogarnięcia w chaosie mojego bloga głównego - spróbuję podać odnośniki. Rzecz wciąż wydaje się jednak aktualna, spróbuję zwięźle zebrać to razem do kupy. W punktach. czytaj więcej

  • KLUB DYLETANTÓW

    Podatki wychowawcze

    "Podatek wychowawczy" jest z całą pewnością zmyślniejszym, rodzącym mniej niekorzystnych skutków ubocznych i precyzyjniejszym narzędziem w rękach gosudarstwa niż dopłaty, zasiłki czy "transfery socjalne". czytaj więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

ULUBIENI AUTORZY

  • posty: 225 komentarze: 8363
  • posty: 368 komentarze: 12546
  • posty: 267 komentarze: 9390
  • Iza
    posty: 355 komentarze: 3547