Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
218 postów 574 komentarze

Boska Wola

Boska Wola - konie achałtekińskie, historia, cywilizacja, społeczeństwo

Suma wszystkich strachów

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Jak Państwo doskonale wiecie: pesymiści to też optymiści – tyle, że lepiej poinformowani. Optymizm jest w związku z tym na łamach tego bloga zwalczany programowo i – jak sądzę – konsekwentnie?

Jest to bowiem prosty wyraz niedoinformowania, czyli co najmniej: braku spostrzegawczości. Jeśli nie wręcz: nieuctwa..? A czy można nie piętnować braku spostrzegawczości i nie wytykać nieuctwa?

Bardzo szczególnym i szczególnie często tu piętnowanym rodzajem niczym nie uzasadnionego optymizmu jest wiara w utopie. Dzisiaj zajmiemy się utopią liberalną. 

Przy czym od razu zaznaczam, że nie chodzi mi tu o utopijną – jak się niedawno przekonaliśmy – wiarę środowisk wolnościowych w to, że ich polityczna reprezentacja załapie się przynajmniej na budżetową dotację, bo ustuka te minimum 3% głosów (jakkolwiek takie zdanie nie brzmi absurdalnie, to przecież tak właśnie było, n’est pas?). To by było zbyt trywialne. Przy tym – to w końcu nie jest tak całkiem niemożliwe. Jak nie dziś to za 4 lata, a jak nie za 4 lata, to może za lat 40..? 

Tym co jest z całą pewnością niemożliwe, jest cel liberalnych dążeń: „państwo minimum“. Skądinąd zresztą, owo „państwo minimum“ liberałów jest tak samo niemożliwe, jak niemożliwy jest „stan bezpaństwowy“ wszelkiej maści anarchistów, zarówno kapitalistycznych, jak i całkiem przeciwnych, jak niemożliwe jest „państwo neutralne światopoglądowo“ czy też „państwo świeckie“ Naszych Ukochanych Postępowców – i jak niemożliwa jest cała masa innych pięknie brzmiących haseł. 

Natomiast historia dowodzi, że możliwe jest istnienie Tyranii Doskonałej. Co prawda: raczej na krótką metę. Korea Północna niczego w tej materii nie dowodzi o tyle, że jej istnienie nie byłoby możliwe bez zewnętrznego wsparcia, które panująca tam dynastia Kimów nader zręcznie potrafi na sąsiadach wymuszać. 

Symptomatyczna asymetria. Ten świat nie jest miłym i przyjaznym miejscem do zamieszkania. Niszczyć jest o wiele łatwiej niż tworzyć – skądinąd też: lenić się jest łatwiej niż pracować, a żyć na cudzy koszt – łatwiej, niż samemu zasuwać w pocie czoła. Taka jest po prostu natura otaczającej nas rzeczywistości: stany nieuporządkowane są daleko bardziej prawdopodobne od uporządkowanych – o czym wielokrotnie i o wiele ode mnie kompetentniej pisał Profesor Bobola. 

Życie w ogóle, a życie społeczne w szczególności, jest tylko wyjątkiem od ogólnego stanu chaosu cieplnego. Nieustannie też, jest przez ów chaos atakowane: tak samo jak molekuły żywej komórki muszą się opierać anarchii ruchów Browna, atakującej porządek od wewnątrz i z zewnątrz – co robią dzięki srogiej sprawności wielopiętrowych mechanizmów regulacyjnych i samonaprawczych – tak i życie społeczne nieustannie musi się bronić przed lenistwem, agresją, skłonnością do życia na cudzy koszt i całą masą innych przywar, które atakują je od wewnątrz i z zewnątrz. 

Dotyczy to wszystkich istot społecznych: nawet wśród mrówek są przecież wojowniczki, które bronią mrowiska przed atakami skłonnych do rabunku (a więc – do życia na cudzy koszt!) konkurentek lub… same rabują dobytek innych! A przecież zachowanie mrówek wydaje się w 100% zdeterminowane wrodzonym instynktem, prawda? Mrówki żadnej wolnej woli nie mają. Widać, że strategia „życia na cudzy koszt“ – jest uniwersalnie skuteczne. Czego zresztą jest w przyrodzie (i to nie tylko w królestwie zwierząt, ale i wśród roślin) o wiele więcej przykładów. Mrówki miały miliony lat na to, aby wykształcić instynkt atakowania konkurencji i rabowania jej dobytku – oraz instynkt obrony przed takimi atakami.

 

Wśród zwierząt odrobinę bardziej skomplikowanych takich, których zachowanie nie jest aż tak dokładnie zdeterminowane – o ile tylko zwierzęta te tworzą choćby i doraźnie stada: występuje zawsze władza i prawo. Stado bez władzy i prawa, tj. bez akceptowanej przez wszystkich jego członków hierarchii z przywódcą na czele i bez akceptowanych i znanych wszystkim jego członkom reguł – rozpada się i przestaje gwarantować bezpieczeństwo. Jest przy tym naturalnym, że osobniki postawione wyżej w hierachii mogą karać za naruszenie reguł tych, którzy są od nich w hierarchii niżej. 

Brak ustalonej hierarchii u zwierząt stadnych wywołuje zresztą silny dyskomfort psychiczny - co mogłem obserwować w praktyce w czasie, gdy pisałem ten tekst prawie dwa lata temu. 

Również człowiek jest zwierzęciem stadnym. Człowiek wprawdzie nie jest roślinożercą – a prawdę pisząc: jak tam wygląda kwestia ważności płci w stadach naszych najbliższych małpich krewnych, to nawet i nie wiem. Nie ma to większego znaczenia. Tak czy inaczej: tak samo jak nigdy nie istniał żaden „pierwotny komunizm“ i „wspólna własność środków produkcji“ (tego nie ma nawet i wśród czterokopytnych: kęs siana, który mam zębach jest mój i tylko mój, a co moje – od tego wara komukolwiek!), tak samo nigdy też nie istniał żaden „stan natury“, bez władzy i prawa. Wyobrażenia XVIII-wiecznych filozofów na ten temat – to czyste banialuki, z którymi i dyskutować nie ma po co. 

Owszem: władza i prawo potrafi być trudno dostrzegalne. Tak samo jak własność wśród Tobriandczyków. Jednak ta, trudno czasem dostrzegalna władza i prawo – istnieją i skutecznie ograniczają anarchiczne skłonności członków danej społeczności. Niezależnie od tego, czy karą za nieuprawnione ujawnianie tych skłonności jest czasowe wygnanie, społeczny ostracyzm – czy śmierć. Nie jest możliwe jakiekolwiek zrzeszenie ludzkie bez władzy i bez prawa – a zatem: i bez kary. Dobrowolnie, czy niedobrowolne – to nie ma znaczenia. Nawet wśród hodowców gołębi pocztowych, jeśli ma panować jakikolwiek porządek – organizacja musi posiadać władze i prawo karania. Choćby: odebraniem nagród, jeśli okażą się nieuczciwie uzyskane – czy wykluczeniem z szeregów. 

To, czy władza używa swoich przywilejów sprawiedliwie czy niesprawiedliwie – to zupełnie inna historia! Niewątpliwie i wśród koni klacz alfa jest najlepiej odżywiona, bo pierwsza korzysta z pastwiska i wodopoju, a inne konie po niej dopiero dojadają. W każdym razie: tak być teoretycznie powinno. Jest uniwersalnym prawem natury, że kto wyżej stoi w hierarchii społecznej, ten ma lepszy dostęp do zasobów, którymi dana społeczność dysponuje – czy tym zasobem jest pastwisko i wodopój, czy piękne samochody i szybkie kobiety. Czy to jest sprawiedliwe? 

Jest to prawdopodobnie nieuchronne. Albowiem w ten sposób chytrość natury zaprzęga w służbę społecznej harmonii te same egoistyczne apetyty, które jej istnieniu zagrażają. Szef ma większą działkę pożywienia, niż sam własną pracą byłby w stanie zdobyć – ale za to pilnuje, żeby inni nie kradli sobie żarcia. Szef ma piękne i młode kobiety – ale za to pilnuje, żeby inni się nawzajem nie pozabijali o pozostałe. Szef mieszka w najlepszym szałasie – ale za to dba, aby inni nie wyrzucali się nawzajem na słotę. Dzięki temu jednostka, lub pewna grupa, zwykle niewielka (elita) – może żyć na cudzy koszt, ale za to nie pozwala, aby to słodkie nieróbstwo ogarnęło szeroki ogół, co skończyłoby się rychłą katastrofą, gdyby już nikt nie pozostał, kto się trudzi w pocie czoła i cały ten bajzel utrzymuje… 

To, czy szef nazywa się „starszym rodu“, kacykiem, księciem, królem czy prezydentem – nie ma żadnego znaczenia. Rolę szefa może zresztą z powodzeniem wypełniać kolektywnie koło gospodyń wiejskich zgromadzone w miejscowym maglu – o ile tylko będą Szanowne Panie wystarczająco skuteczne w gonieniu swoich małżonków do roboty, bez czego ci by się kompletnie zapuścili, siedząc pod sklepem i sącząc bełta. Zwykle są! 

Nie zawsze szefa (lub szefowe – bo takie „zgromadzenie matron“ to wcale autorytatywna instytucja jest!) otaczały czy otaczają atrybuty, które zwykle skłonni jesteśmy przypisywać państwu. Ale czy z tego wynika, że jego władza jest mniej realna? Jeśli tylko potrafi gonić do roboty i pilnować porządku – jakie znaczenie mają atrybuty? 

Wcale przy tym nie musimy mówić o czasach dawnych i słusznie minionych. Czy w slumsach, na blokowiskach wielkich miast, wśród gimnazjalnej młodzieży i w kryminalnym półświatku – tam wszędzie, gdzie nie sięga „oficjalny“ porządek prawny i (zbrojne) ramię legalnej władzy: aby na pewno panuje anarchia, rozumiana jako całkowity brak autorytetu i reguł? Przecież wszyscy dobrze wiemy, że nie: owszem, panuje prawo silniejszego, a różne autorytety konkurują między sobą dość swobodnie (tym swobodniej, im częściej władzy legalnej udaje się autorytet najbardziej się wybijający zniszczyć!) – jest to jednak porządek, który ma i prawo i władze pilnujące, by prawo to było przestrzegane. Anarchia jest niemożliwa. Zawsze będzie istnieć władza i prawo – jeśli jedna zostaje zniszczona, jej miejsce natychmiast zajmuje inna. Ludzie bez władzy i bez prawa żyć nie mogą i nie potrafią – tak samo, jak wszystkie inne zwierzęta stadne. 

Nie jest też możliwe żadne idealne „państwo minimum“. Władza miałaby nie zaspokajać swoich apetytów? To jest: nie korzystać z materialnego dobrobytu, nie zapładniać pięknych kobiet i nie dbać o lepszą przyszłość tak spłodzonego potomstwa? To wbrew naturze! 

Owszem: jest możliwe, iż rządząca (i jak najbardziej, zgodnie z naturą, dowoli zaspokajająca swoje apetyty!) grupa będzie widziała swój interes w tym, żeby jej poddani nie mogli się nawzajem rabować, wyzyskiwać czy niewolić – weźmie więc towarzystwo za twarz i zaprowadzi liberalizm. 

Są tu jednak dwa kłopoty. Jeden mniejszy – drugi większy. Kłopot mniejszy polega na tym, że zaspokajając swoją naturalną potrzebę zapewnienia lepszego bytu potomstwu, rządzącą grupa ulega z czasem multiplikacji. Rychło się okazuje, że trzymając się liberalizmu trudno jest wszystkim potomkom zapewnić równie świetlaną przyszłość i potrzebne są pewne kompromisy. Tj.: tworzenie nowych stanowisk „szefowskich“, rozbicie feudalne czy też pomnożenie biurokracji – jak zwał, tak zwał. A tu jeszcze i wśród rządzonych nie brak nieustannie takich, co też by chętnie na cudzy koszt pożyli – i nie wszystkich da się zawsze z należytym wyprzedzeniem zaciukać w ciemnym kącie. Potrzebne są więc dalsze kompromisy i dalszy, dynamiczny przyrost liczebny klasy pasożytniczej. Który, z braku innych hamulców trwa dopóty, dopóki liczba i wydajność pracy tych, którzy jeszcze rzeczywiście pracują w pocie czoła – na to pozwala. Potem następuje krach, reset systemu i proces może się zacząć od nowa, tj. od nowej, wąskich grupy „trzymającej władzę“, która ewentualnie bierze za twarz i zaprowadza liberalizm. 

Jak więc widać, w tym ujęciu „państwo minimum“ może być tylko pewnym momentem – dość efemerycznym zresztą – w dialektycznym rozwoju tkanki tłuszczowej żyjącej na cudzy koszt elity. Wcale przy tym niekoniecznym! Bo przecież dlaczego właściwie nowo powstająca elita miałaby uważać, że lepiej jej się będzie żyło, jeśli weźmie towarzystwo za twarz i zaprowadzi liberalizm – skoro żyje jej się dostatecznie dobrze, jeśli ograniczy się do pierwszego z tych kroków..? 

I to jest właśnie kłopot większy. Kłopot większy polega na tym, że po wzięciu za twarz – co jest posunięciem absolutnie oczywistym, niezależnie od tego, czy ogranicza się do obsadzenia „swoimi“ telewizji, czy też wymaga postawienia czołgów i koksowników na każdym rogu ulicy – zaprowadzić liberalizm może tylko elita wyjątkowo dalekowzroczna lub wyjątkowo ascetyczna, skoro ma sama sobie na starcie aż tak bardzo żerowisko ograniczyć. Oczekiwanie, że taka się kiedykolwiek gdziekolwiek pojawi – nie ma sensu. To by było wbrew prawom natury przecież… 

To dlaczego jednak zdarzało się w przeszłości, że – na krótko wprawdzie ale jednak – gdzieniegdzie rządząca elita rzeczywiście zaprowadzała liberalizm? A – to inna historia! Tak się zdarzało wtedy, gdy „pojemność żerowiska“ była na tyle nieduża – że rządzący nie mieli innego wyjścia: po prostu nie było czego zawłaszczać. A te czasy już dawno i z całą pewnością słusznie minęły – postęp techniczny i przyrost wydajności pracy sprawił, że nie umieramy z głodu mimo, że na roli (faktycznie, nie wedle statystyk KRUS) pracuje ledwo 4 – 5% populacji, nie jest nam zimno mimo, że wszystkie ubrania jakie nosimy szyje nam kilka wiosek w prowincji Fujien i nie pada nam na głowy mimo, że jeden tylko sołtys z całej Boskiej Woli obskakuje na miejscu cały „przemysł budowlany“ – i to bez pomocnika, bo mu go Urząd Pracy skierował na (dotowane) roboty interwencyjne gdzieś w Warce. Cała reszta – nadaje się do zawłaszczenia. Żerowisko jest olbrzymie! 

Po co zatem jakakolwiek elita gdziekolwiek na świecie miałaby się bawić w liberalizm? 

Czy może któryś z Czytelników jest tak naiwny iż sądzi, że zażyczą sobie tego „masy wyborców“? 

Innymi słowy: dość łatwo wyobrazić sobie warunki wystarczające do zaprowadzenia liberalizmu (światła, skłonna do samoograniczenia elita albo Oświecony Tyran) – ale jest logiczną sprzecznością oczekiwać, iż którykolwiek z tych warunków spełni się inaczej, niż w stanie skrajnego załamania takiego, żeby już po prostu nie było innego wyjścia. A i to nie jest wcale takie pewne, bo co najmniej równie kuszącą dla elity alternatywą jest Tyrania Doskonała. 

A tak po prawdzie, to cała ta wolność i cały ten liberalizm są dla przeciętnego pobieracza zasiłku i konsumenta dotacji – straszniejsze niż woda święcona dla Szatana: to suma wszystkich strachów! O wiele lepiej jest bowiem nawet i biedę klepać – ale na cudzy koszt, bez pracy i potu – niż dorabiać się milionów kosztem wyrzeczeń, wysiłku i zszarganych nerwów. A jeśli jeszcze WSZYSCY są w takiej samej sytuacji i wszyscy na tym zasiłku, czy na tej dotacji wiszą i nikt się ponad przeciętną nie wybija..? Żyć, nie umierać..!

KOMENTARZE

  • @Boska Wola
    Witam

    Smakowity kąsek na śniadanie. I zapłodnił mnie tematem następnego tekstu.
    Zawsze jest coś do ukradzenia ;)
  • Podstawowy błąd
    w porównywaniu stada zwierząt ze stadem ludzi. W każdym stadzie dominuje monarchia natomiast ludzie dopracowali się trójpodziału władzy. Trójpodział w liberalnym państwie minimum gwarantuje stabilność systemu w znacznie dłuższej perspektywie niż wiek czy dwa. Dla takiego systemu nieistotnym jest powstawanie lokalnych satrapii, które nota bene, zgodnie z dialektyką dziejów, mają żywot znacznie krótszy z powodów wyłuszczonych w tym artykule czyli ostrej konkurencji. Takie lokalne satrapie mogą sobie funkcjonować dopóki nie zagrażają systemowi - tak jak lokalne wiry nie zmieniają biegu rzeki.
  • @Autor
    "Ten świat nie jest miłym i przyjaznym miejscem do zamieszkania. Niszczyć jest o wiele łatwiej niż tworzyć – skądinąd też: lenić się jest łatwiej niż pracować, a żyć na cudzy koszt – łatwiej, niż samemu zasuwać w pocie czoła. Taka jest po prostu natura otaczającej nas rzeczywistości"

    Ludzie w tym świecie żyją od setek lat i ciągle ich przybywa. Gdyby ten świat nie był dla człowieka przyjazny to ludzie powinni byli dawno już wyginąć. Nie wyginęli jednak, a dodatkowo życie człowieka staje się coraz bardziej "miłe". Dzieje się tak dlatego, że człowiek tak wiele w tym czasie stworzył. Tworzenie, praca, wysiłem są tym, co podtrzymuje życie człowieka, jest dobre dla człowieka.
    Niszczenie, lenistwo, życie na cudzy koszt to droga samounicestwienia człowieka, to dla człowieka zło.
    To zło nie jest naturą otaczającej nas rzeczywistości, ale jest efektem tylko i wyłącznie działań niektórych ludzi, którzy nieświadomie dążą do własnej śmierci.
  • @programista 11:03:11 & korwinista
    Ale żeście naiwni. Pewnie młody wiek, co?

    To dlaczego macie tyle niezadowolenia i cienko przędziecie, zamiast byczyć się na Malediwach? Czy ktoś was nie wkręcił w niewolnictwo?
  • @jazgdyni 11:22:39
    Od dyletanta oczekiwałbym polemiki a nie tego czegoś... Dyskwalifikacja.
  • @jazgdyni 11:22:39
    Jeżeli naiwnością jest mówienie o tym co jest dobre a co złe to tak, jak najbardziej jestem naiwny.
  • @Boska Wola
    Właśnie napisałem notkę popierającą tę powyższą. Napisałem to samo tylko krócej: http://gps65.salon24.pl/512512,panstwowy-dobrobyt
  • @korwinista 11:37:30
    Na polemikę trzeba sobie zasłużyć. Choćby czymś mądrym...
  • @GPS 12:00:05
    Jeden z nas dwóch nie do końca zrozumiał ten artykuł i to nie ja (o ile twój komentarz jest na poważnie bo notka na shalom24 to zaprzeczenie tego artykułu). BW zaskoczył mnie tym artykułem bo nie podejrzewałem go o anarchizowanie ani tym bardziej o akceptację status quo, a ten artykuł jakoś tak dziwnie idzie w tych kierunkach z głównym credo: na pewno nam się nie uda... Pierwotna anarchia jest możliwa, oligarchiczne państwo jest możliwe ale państwo minimum to utopia - i to pisze człowiek z zacięciem naukowym.
  • @korwinista 12:45:04
    Nigdz nie pisałem o "pierwotnej anarchii" - czegoś takiego, jako żywo, nigdy nie było, podobnie jak "wspólnoty żon", czy "braku własności".

    Jest możliwa "anarchia zbrojna" w stylu Zaporoża czy Tortugi - ale to krótkotrwały fenomen i nader przykry do życia.

    "Anarchia zbrojna" utrwalona i zinternalizowana to "demokracja wiecowa". Ustrój, owszem, trwały a nawet bardzo trwały - ale to jest przycież nic innego, jak Tyrania Obyczaju, wcielone marzenie bigotów, rządy z magla lub ławeczki sprzed sklepu (jak chodzi o takie zjawiska jak "tolerancja dla odmienności", czy "wolność wypowiedzi" na ten przykład).

    Oligarchia, podobnie jak demokracja, to stabilne, czasami nawet ultrastabilne ustroje państwowe, które mogą trwać przez setki lat.

    Ale "państwo minimum"..? Pokażcie, gdzie coś takiego trwało dłużej niż jedno pokolenie...
  • @Boska Wola 13:28:09
    Tfu! Na psa urok!

    Oczywiście, miałem na myśli "oligarchia, podobnie jak MONARCHIA, to stabilne, czasami nawet ultrastabilne ustroje państwowe"...

    Trwałość demokracji liberalnej wydaje się zjawiskiem nader wątpliwym, a z całą pewnością - daleko jeszcze do tego, aby była faktem potwierdzonym doświadczalnie...
  • @Boska Wola 13:28:09
    Czy dobrze rozumiem, że argumentem na "niemożliwość istnienia" państwa minimum ma być to, że takiego państwa dotąd nie było?
  • @programista 13:39:57
    Argumentem jest apetyt klasy rządzącej na apanaże. W tzw. "liberalnej demokracji" dochodzi jeszcze do tego systemowa KONIECZNOŚĆ korumpowania wyborców - co w zasadzie czyni połączenie "państwa minimum" z "liberalną demokracją" logicznie niemożliwym.

    Zaś fakt, że nawet w takich krajach jak Wielka Brytania czy Stany Zjednoczone bardzo szybko, bo w czasie co najwyżej półwiecza dochodziło do zastąpienia "państwa minimum" (gdy coś, co było doń bardzo zbliżone się pojawiało...), "państwem opiekuńczym" - jest tylko dowodem na słuszność mojej argumentacji...
  • @Boska Wola 13:36:49
    A system powszechnej, darmowej, państwowej, obowiązkowej, finansowanej z podatków edukacji jest już doświadczalnie potwierdzonym faktem, czy nie? A system powszechnych, obowiązkowych ubezpieczeń społecznych jest? A system darmowej opieki zdrowotnej finansowanej z budżetu państwa jest? Czy te systemy są naturalne i stabilne? Czy wynikają z naszych instynktów stadnych?
  • @GPS 13:55:22
    Są to wszystko metody, dzięki którym współcześnie rządząca nami oligarchia sprawnie egzekwuje swoje panowanie.

    Mam fundamentalne wątpliwości co prawda, czy tak się da długo - nawet jeśli peak oil sam w sobie to betka, a długi zawsze można "wyinflacjować" w Kosmos - to już połączenie jedneog z drugim wygląda niemal jak recepta na Apokalipsę...

    No, ale - moje wątpliwości są tak jakby mało ważne. Rządząca oligarchia swojej metody legitymizacji rządów nie zmieni, bo nawet nie ma już takiej swobody wyboru - raz, że za daleko to zaszło, wycofanie się teraz z tego wszystkiego naruszyłoby zbyt wiele utrwalonych interesów, a dwa, że taki krok z punktu sprowadziłby jak nie ruskie czy niemieckie, to amerykańskie tanki: "prawa człowieka" (w tym np. "do opieki zdrowotnej", czy "do edukacji"...) to warunek sine qua non międzynarodowej akceptacji rządzącego reżimu...

    Jedna ważna rzecz. Ja NIE JESTEM politykiem. Nie mam najmniejszego zamiaru dawać jakichkolwiek recpet, formułować programów, proponować "pozytywnych rozwiązań".

    NIE WIERZĘ w demokrację. Skoro tak, to logicznie rzecz biorąc - jaki jest sens zajmować się polityką, nie należąc do rządzącej oligarchii i nie mając najmniejszej zgoła szansy "wstępu na salony"..?

    Żeby sobie pogorszyć nastrój, świeżo co poprawiony dzięki temu, że się sprawnie pokrytykowało i pokazało, jak bardzo "król jest nagi"..?

    Mówię Wam zatem li i jedynie, co następuje:
    1. Nie da się rządzić bez takiej czy innej "szlachty".
    2. Ową - taką lub inną - "szalchtę" trzeba utrzymać kosztem poddanych.
    3. Apetyt rośnie w miarę jedzenia.
    4. Jeśli nawet początkowo starczało apanaży nawet i przy "państwie minimum" - to bardzo szybko rosnący apetyt dogoni i przegoni wszystko, co w takich warunkach dawało się z poddanych wycisnąć (niezależnie od tego, jak bardzo byliby przez panujący "dziki kapitalizm" uciśnieni i jak szybko by, w związku z tym, nie rosła wydajność ich pracy...).
    5. Żeby usprawiedliwić dodatkowe apanaże zaspokajające coraz to większy apetyt takiej lub innej "szlachty" - państwo musi rosnąć...

    Być może - jest to proces kołowy..? Jak najbardziej dopuszczam taką możliwość...

    Oczywistą oczywistością jest, że przyrost państwa, jego przekształcanie się w "gosudarstwo" - dusi wydajność pracy poddanych i wpędza ich w nędzę. W końcu - przestają dostarczać tyle apanaży, ile taka lub inna "szlachta" uważa za słusznie należne.

    Owa taka lub inna "szlachta" ma wówczas dwa wyjścia. Albo zaciśnie pasa, ale zachowa swoją liczebność i przywieleje - i to jest proces prowadzący w granicy do czegoś na kształt Korei Północnej.

    Albo też - dokona się rewolucja, taka lub inna "szlachta" zniknie, jej miejsce zajmie inna, dużo szczuplejsza i początkowo cechująca się mniejszym apetytem. I proces zacznie się od początku...

    Co tu jest niejasnego..?
  • @Boska Wola 13:44:18
    Korumpowanie wyborców jest faktycznie nie do pogodzenia z "państwem minimum", a konkretnie przyzwolenie wyborców na bycie korumpowanymi.
    Warto zauważyć że to korumpowanie wyborców jest bardzo wyrafinowane. Nie przybiera ono postaci jawnych tez w stylu "wybierzcie mnie a ja zabiorę tym co mnie nie wybierali i dam wam".
    Korupcja wyborców odbywa się w sferze zmiany ich systemu wartości - by wyborcy przestali ufać ocenom dokonywanym przez własne umysły a zamiast tego opierali się na oceny głoszone przez innych. Korypcja taka ma przynieść taki efekt by wyborcy wierzyli że to co głosi ich przedstawiciel jest słuszne i dobre oraz by nie starali się w żaden sposób oceniać tego racjonalnie.
    Drogą dojścia do "państwa minimum" jest powrót do naturalnej cechy człowieka, do kierowania się własnym rozumem - bo to jest jedyny sposób na utzrymanie życia, którym natura nas ludzi obdarowała.
  • @programista 14:12:23
    Wybaczy Pan, ale jeśli ktoś uważa człowieka za istotę rozumną, a nawet - "kierującą się własnym rozumem" - to ja z takim człowiekiem nie dyskutuję.

    Jest to albo nieuk, albo prowokator. W obu przypadkach - szkoda klawiatury...
  • @Boska Wola 14:14:50
    Jeżeli nie uważa sie Szanowny Pan za kogoś kierującego się własnym rozumem to, na jakich przesłankach opierał Szanowny Pan prezentowane tutaj własne opinie?
  • @programista 14:26:44
    Rozum, myślenie racjonalna, to często przeceniana i jedna z mniej istotnych władz poznawczych człowieka.

    ŻADNEJ naprawdę ważnej decyzji w życiu nie podjąłem - kierując się rozumem.

    A Szanowny Pan tak..? To współczuję...
  • @Boska Wola 14:10:40
    Jednym słowem Pan wierzy w determinizm polityczny i historyczny. Nasza natura, nasze instynkty, nasze nabyte w drodze ewolucji zachowania determinują układy społeczne, determinują kształt naszych stad i powodują nieuchronność pewnych rozwiązań społecznych. Historia się powtarza, wciąż wchodzimy do tej samej wody i nic się na to nie poradzi. Nie ma kultury, nie ma cywilizacji, nie ma moralności – wszystko to są tylko ideologiczne omamy. W rzeczywistości są tylko instynkty i brutalna walka o władzę, zasoby, samice, żywność, terytorium. Wszystkie cywilizacje są u podstaw takie same – chodzi o to by klasa panów wyzyskiwała klasę poddanych.

    Tu polemizuję z takim determinizmem dziejowym: http://gps65.salon24.pl/382716,wladza
  • @GPS 14:42:02
    A Pan wierzy w możliwość raju na Ziemi.

    I kto tu wygląda na naiwnego..?
  • @Boska Wola 14:45:44
    Ależ ja nigdy nie przeczyłem mojej naiwności, ani nigdy nie twierdziłem, że moje libertariańskie poglądy prowadzą do powstania raju na ziemi. Najbardziej naiwnymi utopistami są chrześcijanie.
  • @GPS 14:48:26
    A "chrześcijanie" to stronnictwo polityczne..? Jakiś szczególny ustrój państwowy proponują..?

    Pańskie libertariańskie poglądy są szlachetne, owszem - ale jeśli chce je Pan wcielać w życie, to się to Panu nie uda. A gdyby nawet miało się gdzieś na chwilę udać - nieuchronnie skończy się to katastrofą.

    Właśnie dlatego, że Pan i Pańscy ideowi przyjaciele, postrzegacie człowieka jako istotę kaleką - jako sam tylko mózg, bez ciała, chuci, emocji, kończyn i całej reszty.

    Jeśli chce mnie Pan zaszantażować moralnie, bo to przecież "niegodne", tak "człowieka poniżać", o czym innym niż jego rozum dywagując, to się to Panu nie uda: mogę dla Pańskiej naiwności odczuwać co najwyżej politowanie...
  • @Boska Wola 14:45:44
    Nie rozumiem czemu Pan się tak przyczepił do tego raju. Libertarianie, konserwatywni liberałowie, anarchokapitaliści, minarchiści i wszelacy wolnościowcy nic o żadnym raju nie mówią i nie piszą. Raj to kraina wiecznej szczęśliwości i absolutnego bezpieczeństwa - a my uważamy, że w życiu społecznym ważniejsza jest wolność, choć oczywiście nie jest to wartość najważniejsza. Takiego raju na ziemi to chce lewica i chce go osiągalność w oparciu o utylitaryzm. Tu ten utylitaryzm krytykuję: http://gps65.salon24.pl/144588,utylitaryzm

    Ten raj na ziemi ma być budowany tak: http://gps65.salon24.pl/152940,swoboda-wyboru-szczescia - my, wolnościowcy, sprzeciwiamy się takiemu systematycznemu, powszechnemu, centralnemu, przymusowemu budowaniu raju na ziemi.
  • @Boska Wola 14:56:04
    Chrześcijaństwo jest jak najbardziej polityczne! To fundament naszej cywilizacji. Fundament sprzeczny ze zwierzęcymi instynktami. Libertarianizm to logiczna konsekwencja chrześcijaństwa i naszej cywilizacji. Cywilizacja i kultura to ciągłe wyzwalanie człowieka z naszej zwierzęcej natury. Pan uważa, że to się nie uda, że zwierzę musi w nas wygrać. A ja uważam, że zwierze przegra. Nie przekonamy się, bo istnieje równie wiele praktycznych dowodów na oba mniemania. Tu to rozwijam: http://gps65.salon24.pl/480005,niezwierzecy-liberalizm
  • @GPS 15:00:05
    Drogi Panie!

    Biorąc pod uwagę to, czego Pan i Pańscy Koledzy oczekujecie od przeciętnego Polaka - że ów Polak zacznie się "kierować się własnym rozumem" - to czuję się w prawie używać wobec Waszego wyśnionego "stanu docelowego" tej właśnie nazwy, której używam - "raj na Ziemi".

    Ludzie kierują się instynktami, przyzwyczajeniami, stereotypami, emocjami, fałszywymi (najczęściej) nadziejami, itp., itd.

    A Wy, Dobrzy Ludzie, chcecie, żeby od tej pory kierowali się "tylko" rozumem - i nazywacie to wymaganie skromnym i niewielkim może..?!

    Gdyby ludzie kierowali się głównie rozumem (już pomińmy żądanie, by kierowali się JEDYNIE rozumem - bo wtedy nie z ludźmi mielibyśmy już do czynienia...) - nie byłoby wojen na tej planecie. Przecież w takim 1914 roku i rosyjska "Stawka" i niemiecki sztab generalny, całkiem łatwo mogły sobie skalkulować, że będzie źle - starczyło, jak to jeden z Pańskich tutejszych kolegów zwykł pisywać - "usiąść i pomyśleć".

    Nie! "Raj na Ziemi" - to wręcz za mało, jak na nazwę dla tak ambitnej Utopii..!
  • @GPS 15:07:11
    To, co Pan nazywa "przegraną zwierzęcia" - ja nazywam "końcem człowieczeństwa". Istota pozbawiona instynktów, chuci i emocji - człowiekiem nie jest nawet, jeśli z pozoru tak samo wygląda.

    A co mnie w ogóle obchodzi szczęście i dobrobyt jakiegoś innego gatunku, w dodatku takiego, który pewnie będzie chciał resztki ludzi wytępić, gdy zaistnieje..?

    Chrześcijaństwo całkiem pratkycznie i rozsądnie odkłada tę przemianę do czasów powtórnego przyjścia Chrystusa - i czyni z niej, w obrazie Przemienienia, jedną z fundamentalnych TAJEMNIC wiary. Tajemnic - bo ani nie wiemy, jak to może działać, ani dociekać nie ma sensu, co nam, którzy przemienieni jako żywo jeszcze nie jesteśmy - przyjdzie z tego, że kiedyś takie istoty ewentualnie powstaną..?
  • @Boska Wola 15:12:23
    Człowiek kierujący się rozumem nie pozbawia się niczego, nie pozbawia się instynktów, chuci, emocji. Człowiek dzięki rozumowi stał się świadomy posiadania takich cech i ich wpływu na własne działanie. Stał się świadomym tego, że może dokonywać wyboru własnych działań - a dokonywanie wyborów pociąga za sobą moralność, potrzebę wartościowania na dobro i zło.
    Bez rozumu nie ma wolnej woli a bez możliwości swiadomego wyboru nie ma pojęcia moralności.
  • @Boska Wola 15:07:42
    Bynajmniej nie jest tak, że sensowne działanie wolnego rynku wymaga, by wszyscy konsumenci, i w ogóle kupujący, byli jakoś wyjątkowo mądrzy i rozumni. Mogą być kompletnymi głupcami, a mądrych może być promil i będzie to lepiej działało niż centralne sterowanie przez ten promil mądrych elit. Tu to tłumaczę: http://gps65.salon24.pl/105590,o-roznicy-miedzy-glupota-w-demokracji-a-glupota-na-wolnym-rynku

    A wolny rynek działa dobrze nie tylko w sektorze warzywniczym - działa też w wielkim przemyśle i w przemocy. I w resortach siłowych, i w edukacji, i w przemyśle, i w zdrowiu, i w bankowości, i w rolnictwie i wszędzie, nawet w małżeństwie i Kościele, działają te same prawa ekonomiczne, które i głupotę okiełznają i wykorzystają dla dobra społecznego. Ta sama głupota w polityce państwa jest destrukcyjna.
  • @programista 15:36:24
    Ale to wciąż jest jakiś "nowy człowiek" a nie ten, który istnieje tu i teraz.

    Jest Pan zatem takim samym utopistą jak marksiści - i sam Pan to otwarcie przyznaje...
  • @GPS 15:47:53
    Ale żeby Pan mógł ów "wolny rynek" wprowadzić - to najpierw ludzie muszą "stać się rozumni" - i zachcieć owego rynku.

    No bo go przecież obecnie NIE CHCĄ.

    Co gorsza - jeśli Pan tych ludzi zwyczajnie oszuka i wprowadzi im "wolny rynek" podstępem, nie mówiąc im wcześniej, co Pan naprawdę zamierza (były przecież takie przypadki, gdy ktoś dochodził do władzy jako "populista", a potem rządził wcale rozsądnie...) - to niech mi Pan wierzy: wcale tego dobrodziejstwa nie docenią.

    Wręcz przeciwnie: będą się głośno i aktywnie domagać, żeby im tę wstrętną wolność zabrano.

    Sądzi Pan, że długo na to poczekają..?
  • @Boska Wola 15:52:08
    Nie ma żadnego jednolitego człowieka, czy to nowego czy starego. Jest wielu ludzi, bardzo różnych, większość głupich, mniejszość mądrych - mają różne charaktery, rasy i fundamenty cywilizacyjne. Ludzie są gatunkiem zwierząt i można temu gatunkowi przypisać pewne charakterystyczne cechy behawioralne podobne, lub różne, niż cechy innych ssaków.

    Ale oprócz tego człowiek tworzy wyjątkowo wyrafinowaną i rozbudowaną kulturę. Tworzy ją przy użyciu rozumu, co nie znaczy, że rozumu wszystkich osobników. Kulturę tworzy promil osobników i to wystarczy, by wszystkie z tego korzystały. Kultura i cywilizacja może być kompletnie inna w różnych miejscach i może się bardzo zmieniać w czasie, a nadal będzie tworzona przez osobniki o tych samych ssaczych cechach behawioralnych.
  • @GPS 16:05:31
    I cóż ma niby z tego wynikać..?

    Że powinien Pan do libertarianizmu przekonywać Kubę Wojewódzkiego, bo to on tworzy kulturę współczesnych Polaków, a nie mnie..?

    Po co Pan zatem traci czas..?
  • @Boska Wola 19:16:43
    Z tego co napisałem wynika to, że wnioskowanie o kulturze i cywilizacji, a zatem też państwie i polityce, na podstawie zwierzęcego instynktu ludzi, nie ma sensu. Ludzie jako gatunek istnieją od jakichś 200 tys. lat, a cywilizacje tworzą dopiero od jakichś 10 tys. To co robiliśmy przez 190 tys. lat być może było głównie zdeterminowane instynktami, a nie rozumem, bo w zasadzie wszyscy wtedy robili to samo, ale późniejsze zróżnicowanie cywilizacyjne pokazuje, że kultura jest nieprzewidywalna i w małym stopniu wynika z instynktów. A to, że cywilizacja wynika z rozumu, bo to ideologia, nie oznacza wcale, że stworzył ją rozum wszystkich ludzi, czy jakaś jego średnia. By stworzyć cywilizację wystarczyło kilkanaście rozumów na miliony bezrozumnych.

    A więc twierdzenie, że jakaś ideologia polityczna jest niemożliwa do realizacji, bo rzadko się dotychczas zdarzała, a większość to głupcy kierujący się instynktami, jest bez sensu, bo w zasadzie tysiąc lat to też rzadko, a cywilizacji wcale nie tworzy większość - większość się jej tylko podporządkowuje. Wszystkie cywilizacje to ewenement, każda była utopijna zanim powstała, a ich powstanie najprawdopodobniej zawdzięczamy nielicznym jednostkom.

    Nasza cywilizacja to twór kilkunastu Greków, głównie Arystotelesa, kilkudziesięciu Rzymian, Jezusa Chrystusa, dwunastu Apostołów i kilkuset następców - takich jak św. Paweł, św. Augustyn, św. Tomasz itd... - to twór rozumów mierzonych w tysiącach, który służył i służy miliardom głupców. Te rozumy tworzące cywilizację to nie były w większości samce alfa nastawione głównie na władzę, żarcie i kopulację - oni mieli inne cele i ideologię daleką od zwierzęcych instynktów.

    Tu te problemy rozważam: http://gps65.salon24.pl/333681,cywilizacja-to-kultura-milionowego-stada
  • @ Panowie Autor i Dżipies
    Z wielką przyjemnością czytam tę Panów dyskusję.

    Autorowi za tekst: 5*. Pyszny, aczkolwiek szalenie "behawioralny", z przeproszeniem.

    Piękna konstatacja, Dżipiesie:
    "Nasza cywilizacja to twór kilkunastu Greków, głównie Arystotelesa, kilkudziesięciu Rzymian, Jezusa Chrystusa, dwunastu Apostołów i kilkuset następców - takich jak św. Paweł, św. Augustyn, św. Tomasz itd... - to twór rozumów mierzonych w tysiącach, który służył i służy miliardom głupców. Te rozumy tworzące cywilizację to nie były w większości samce alfa nastawione głównie na władzę, żarcie i kopulację - oni mieli inne cele i ideologię daleką od zwierzęcych instynktów. "
  • @Boska Wola 14:10:40
    Jedna prośba: bardzo proszę, by nie frymarczyć publicystycznie określeniem "szlachta". Bebechy mi się od tego wywracają, szczerze pisząc. Owszem, jest POGARDLIWE określenie "szlachta jerozolimska", ale właśnie - pogardliwe.
    W Polszcze szlachta - to było coś dalece innego od warstwy, którą Pan opisuje w przywołanym komentarzu. I miała dalece odmienne właściwości od "organizatorów i bywalców żerowisk".
    Ta "szlachta" w publicystyce /np. u Stanisława Michalkiewicza/ to zastosowanie kalki komuszej, niestety. Rozumiem przenośnię i sarkazm, ale rodzina mi się w grobach przewraca. Naprawdę.
  • @KOSSOBOR 22:17:54
    Przepraszam, powinienem użyć przynajmniej cudzysłowu.

    Inna sprawa, że proszę zauważyć, iż u nas sama szlachta w pewnym momencie dostrzegła, że jest jej, jako "narodu politycznego", zwyczajnie - za dużo. I stąd pozbawienie praw politycznych "gołoty" w czasie sejmu 4-letniego: co ciekawe, o ile można zrozumieć, że posłowie na Sejm, z zasady ludzie dość dobrze sytuowani (żadnych diet nie było, jasnym więc jest, że hołysz się do posłowania nie pchał, bo co - na piechotę by do Warszawy szedł..?), coś takiego uchwalili - ale że to potem "przyklepały" powiatowe sejmiki, gdzie gołota w zdecydowanej większości liczebnie przeważała - to już jest przykład bezprzykładnego w dziejach poświęcenia...

    Z całą pewnością obecnie nam panująca "szlachta jerozolimska" nie jest do takiego kroku zdolna. Musi się to zatem skończyć katastrofą - co z jednej strony, daj Panie Boże, amen, ale z drugiej - cieszę się, że mieszkam w Boskiej Woli, a nie w Warszawie...
  • @Boska Wola 06:14:58
    :)

    To jednak wyraźnie wskazuje, że głosować winni posesjonaci - a nie wszyscy. Głupie to nie jest.
    Gołota była brana przynajmniej na pieniądze i żarcie, oraz bratanie się z karmazynami, a dzisiejsi "wszyscy" - na obietnice całkowicie bez pokrycia i błękitne szkła kontaktowe oraz fotoszop.

OSTATNIE POSTY

więcej
  • KLUB DYLETANTÓW

    Pochwała wojny domowej

    Zostałem właśnie na moim ulubionym forum historycznym zaliczony do debili lub prowokatorów. Poszło o to, że wobec widocznej niemożności przekonania którejkolwiek ze stron, zaproponowałem użycie argumentu rozstrzygającego - przemocy. czytaj więcej

  • KLUB DYLETANTÓW

    Bóg, człowiek, wartości

    Ulubioną rozrywką Majów był rodzaj gry w piłkę. Na najwyższym poziomie, mecz kończył się złożeniem jednej z drużyn w ofierze. Dawniej sądzono, że taki los spotykał przegranych. Nowsze badania sugerują, że ginęli... zwycięzcy! czytaj więcej

  • KLUB DYLETANTÓW

    O państwie i takich tam - w punktach

    Pisałem o tym wszystkim wiele razy i - na tyle, na ile rzecz jest w ogóle do ogarnięcia w chaosie mojego bloga głównego - spróbuję podać odnośniki. Rzecz wciąż wydaje się jednak aktualna, spróbuję zwięźle zebrać to razem do kupy. W punktach. czytaj więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

ULUBIENI AUTORZY

  • posty: 224 komentarze: 8287
  • posty: 368 komentarze: 12521
  • posty: 267 komentarze: 9390
  • Iza
    posty: 355 komentarze: 3548